wtorek, 26 maja 2015

a ja wolę moją mamę, co ma oczy jak atrament

Dzisiaj obchodzimy Dzień Matki i z tej okazji ja wypowiem się o macierzyństwie. Ze swojej perspektywy, a jestem wykształconą singielką żyjącą w całkiem sporym mieście, utrzymującą się sama, właścicielką własnego mieszkania, któtego nie dostałam od rodziców.

Mam znajomych, mogę z nimi pić i imprezować do rana. Wydaję dużo pieniędzy na imprezy. Mam powodzenie u mężczyzn, umawiam się z kilkoma na raz, rozmawiam z kilkunastoma na raz. 

I tak w kółko. I tak bez sensu.

Praca, praca, praca, chlanie, praca. Tak było kiedyś. Teraz jest praca, siłownia, praca, siłkownia, siłownia, praca. Czasem sporadycznie chlanie. Jest mi w tym wszystkim pusto. Nie jestem stworzona do pustek. 

Nie to, że jest mi ze sobą źle i zblazowana życiem szukam czegoś nowego. No po prostu. Człowiek che mieć kogoś, dla kogo chce wracać do domu, dla kogo sprzątać, gotować, do kogo się przytulić, po kim zmywać naczynia, z kim zasnąć i na kogo ponarzekać. A kiedy już ma tego kogoś, chce mieć z nim dziecko, a imprezy i szleństwo nie są już tak konieczne jak dawniej, ale nadal przyjemne. Tym razem zyskują sens:)




Macierzyństwo to często oczekiwanie na SWOJE dziecko, na wożenie go we wózku, kupowanie butów, oczekiwanie, że ktoś będzie mnie kochał, bo należy tylko do mnie, oczekiwanie, że nie będe sama na starość. Definitywnie nie jest to moje podejście do macierzyństwa. 

Bo dla mnie macierzyństwo polega na tym, że dajesz życie autonomicznej jednostce, nie możesz oczekiwać nic w zamian. Na tym polega bezinteresowność miłości. Ja chcialabym pokazać dziecku świat, pokazać mu, co to znaczy być mądrym, wolnym, silnym, odważnym człowiekiem, który nie będzie się bał przeciwstawić ludziom i ideom, których nie uważa za słuszne. Chciałabym dać życie człwiekowi, który będzie umiał kochać siebie i wierzyć w siebie, bo tylko tak można sprawić, żeby umiał kochać innych i dawać innym szczęście. 

Macierzyństwo to wielka odpowiedzialność, Moja mama mówi, że też masa wyrzeczeń i nieprzespanych nocy. 

Kurcze, powiedziałam tak. Czekam na odpowiedź świata. 


wtorek, 5 maja 2015

Rzeczy ważne i ważniejsze. Maintain the Equilibrium.

Piszę ten tekst jako zwolenniczka relatywizmu. Podkreślam to, gdyż inaczej poniższe zestawienie może sie wydać nieco patetyczne i nie na miejscu.

Mianowicie byłam kiedyś na wykładzie byłej więźniarki obozu Auschwitz-Birkenau - pani Aliny Dąbrowskiej - organizowanym przez moją ukochaną Alma Mater UJ. Wśród wielu wątków jej opowieści szczególnie zapadł mi w pamięć jeden. Otóż pani Alina dostała kiedyś od kogoś kilka ziemniaków, których mieć nie powinna. Niosła je we worku wracając z pracy do obozu. Kiedy przechodziła przez bramę czuła ogarniający ją strach, że kiedy te kilka ziemniaków znajdzie strażnik, to będzie oznaczało definitywny koniec.

Jak to jest mieć swiadomość, że możesz w tym innym świecie, nazbyt brutalnie realistycznym, zginąć za kilka ziemniaków, które nota bene - mogą ci też uratować życie.

Niewiarygone.

Hmm. Ale czy tak całkiem dalekie poczucie?

Ile jest za tobą nieprzespanych nocy, zarwanych weekendów i zniszczonych relacji międzyludzkich z tego TYLKO * powodu, że martwi cię jakich jeden cholerny raport, jeden mail, jedno słowo. Ile razy odrzucasz połączenie przychodzące od kogoś bliskiego, bo akurat jest praca, praca, statystyki, dane, system, świat chorych, sztucznie wytworzonych wartości (bynajmniej żadną z nich nie jest humanitaryzm), który zdominował twoje życie. Jedziesz na środkach uspokajających, żeby nikogo nie zabić, nie zrobić nic głupiego. Masz czas tylko na siłownię i jakiś tam przelotny seks. Jeżeli jeszcze kurwa starałeś się poczuć w tym syfie jakąś nadrzędną misję, to ktoś skutecznie pracuje nad tym, żeby cię jednak tego poczucia mimo wszystko pozbawić, mierząc poziom twojej empatii formułą w excelu. Stajesz się robotem. Nie wiesz kiedy.

Nie wiem jak pracuje się korpo za granicą, wiem, ze w Polsce wygląda to tragicznie. Wystarczy wrzucić kapitalizm do kotła dzieci PRLu, wychowanych w duchu podpierdalania swoich, żeby dość do celu. To jest zderzenie dwóch systemów wartości. Katastrofa moralna jest gotowa. Nie czaruj się. Nikt tu nie doceni profesjonalizmu i pracowitości. A już na pewno nie wolno ci mysleć samodzielnie. Rozmiar tego zjawiska zakrawa na absurd (oczyma wyobraźni widzę Katyń, gdzie to zginęła elita intelektualna tego narodu - skutki widzimy do dzisiaj - bezmyślność, miernota i poddanstwo chyba jest przekazywana w genach).

Ja się pytam: gdzie nas ta droga prowadzi? Jaki właściwie jest cel?  Moim zdaniem to jedno wielkie gówno, z którego się nie wygrzebiemy.

A teraz ktoś mnie zapyta: jak ci tak to nie pasuje to po .uj tam siedzisz?
A ja odpowiem: bo nie jestem samowystarczalną wyspą, Nie czaruję się. Jestem zależna od systemu, w którym żyję i od ludzi, którzy ślepo w ten system wierzą.



Spokój. Kontemplacja. Wdzięczność. Autentyczność. Radość. To naturalne stany właściwie człowiekowi. Potem wkraczasz w Equilibrium, w 1984 i tyle ci zostaje z bycia wolnomyślicielem.

*relatywzim

Psy cyrkowe skaczą, gdy treser strzeli z bata, ale naprawdę dobrze wyszkolony pies wykonuje skok bez bata (…). / Folwark Zwierzecy, G. Orwell.


piątek, 1 maja 2015

kokosowe biscotti

Nigdy nie ukrywałam, że mam sadomasochistyczne zapędy :P. Teraz na przykład, w ten piękny długi weekend majowy, zamiast zdobywać świat, siedzę w domu z zapaleniem dziąsła przy ósemce. Boli jak szatan, nie mogę otworzyć ust, a co dopiero gryźć. Na randez-vouz z chirurgiem szczękowym pozostaje mi jeszcze poczekać, więc w oczekiwaniu na wrzuciłam 1200 mg ibuprofenu i postanowiłam zrobić chrupiące ciastka, których nie zjem.

Bierzemy:

100 g mąki pszennej
100 g mąki orkiszowej
3 lyżki miodu
2 jajka
aromat migdałowy
40 g wiórków kokosowych
40 g rodzynek
szczypta soli
1 łyżka mleka

Co teraz?

Roztrzepujemy w misce 2 jajka ze szczyptą soli, dodajemy pozostałe składniki i ugniatamy twarde ciasto. Dzielimy na 2 części, z każdej z nich formujemy paski o szerokości ok. 8 cm i grubości ok 1,5 cm. Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni na 20 min. Po tym czasie ciasto lekko studzimy i kroimy na desce na paski o szerokosci 1,5 cm. Wkladamy do piekarnika na 5 minut. Po 5 minutach przekładamy na drugą stronę i voila!

Cała opercaja, nie licząc czasu pieczenia, zajmuje jakies 15 min. A tak w ogóle robiłam to pierwszy raz. Kiedyś będzie jeszcze lepiej. 

sobota, 18 kwietnia 2015

Obywatele decydują

Abstrahując od rozważań, czy demokracja jest systemem sprawiedliwym i czy każdy powinien mieć prawo do głosu napiszę jedno.... jeżeli już to prawo masz, wkorzystaj go nie siedząc z założonymi rękami.

Nie podoba ci się ten cały syf, który cię otacza w tym kraju? Siedzisz tymczasowo za granicą, porównujesz poziom życia w Polsce do tego, który widzisz i najchętniej byś z Polski zwiał nie oglądając się za siebie? Masz dosyć marionetek na polskiej scenie politycznej?

Nie powiem nic odkrywczego, ale ZRÓB COŚ Z TYM. Idź na wybory.



Jeżeli i tym razem napieprzy, przynajmniej nie będziesz sobie pluć w brodę, że nie było z twojej strony żadnej próby.

Pamiętaj. 10 Maja 2015.


niedziela, 12 kwietnia 2015

Sałatka z komosą ryżową.

Wszyscy blogerzy kulinarni robią zdjęcia w dzień. Ja to zrobiłam wieczorem. Zapewniam jednak, że sałatka jest całkiem całkiem:)



Bierzemy:

1 marchewkę
pół średniego pora
1 jabłko
4 łyżki kukurydzy konserwowej
40 g komosy ryżowej
2 jajka ugotowane na twardo
150 ml jogurtu naturalnego
2 małe ogórki kiszone
pestki słonecznika
1 łyżeczka octu jabłkowego
2 łyżeczki musztardy
1 lyżeczka soku z cytryny
sól, pieprz, tymianek

Co dalej?

Komosę płuczemy na sitku zimną wodą i gotujemy ok 25 minut. W międzyczasie marchewkę ścieramy na tarce o grubych oczkach. Jabłko, jajka i ogórki kroimy w kosteczkę. Dodajemy drobno posiekanego pora, pestki z dyni i kukurydzę. W kubeczku mieszamy musztardę, jogurt, ocet, sok z cytryny i tymianek. Po ugotowaniu komosy mieszamy wszystko razem i wlewamy sos jogutrowy. Można jeść od razu, można zostawić do następonego dnia (wybrałam drugą opcję). łała łiła


Ciasto otrębowe z kremem twarogowym.

Uwielbiam ciasta. Od dawna męczyła mnie myśl, żeby zrobić 'coś do kawy', po zjedzeniu czego wyrzuty sumienia będą mniejsze niż po wizycie w cukierni. Łała łiła. I tak oto w ten piękny dzień powstało ciasto otrębowe przekładne kremem z twarogu, jogurtu, banana, żurawiny i płatkow migdałow. Zostało zainspirowane tiramisu Dukana, które jest o d... rozbić:D Żeby ciasto w coś 'ubrać' posypałam je kakao o obniżonej zawartosci tluszczu. Przed zjedzeniem musi postac w lodówce około godziny. Najlepisze jest na drugi dzien, aż ciasto przejdzie kremem i bedzie lekko wilgotne.

Cała blaszka (25 cm x 25 cm ) ma ok. 1900 kcal (tyle co srednio 1,5 tabliczki czekolady).



Co bierzemy?

na ciasto:

szklanka otrąb pszennych
szklanka otrąab owsianych
3 jajka
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżka kakao
1 mały jogurt naturalny
2 łyżki dżemu (u mnie z owoców leśnych) - najlepszy będzie domowej roboty, ale jeszcze nie dotarłam na ten level
1 łyżka stewii (lub ksylitolu lub syropu z agawy)
aromat do ciasta (opcjonalnie)

 Co teraz?

Wszystko wrzucamy razem do miski i miksujemy. Wkladamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopnu na ok.35 min.

 na krem:

500 dg twarogu na sernik (u mnie president 4% tłuszczu)
1 banan
garść żurawiny + garść płatków z migdałów
1 maly jogurt naturalny
1 łyżka stewii (lub innego słodzika)
1 torebka żelatyny

 Co teraz?

 Miksujemy razem. Dodajemy torebke żelatyny rozpuszczonej w cieplej wodzie i znowu miksujemy.

 Kiedy siato sie upiecze i wystygnie przecinami je na 2 czesci: 1 na spod, przekladamy kremem, dajemy na to kolejna warstwe ciasta i jeszcze raz krem, posypujemy kakao i do lodowki. Minimum 3 godziny, najlepiej na całą noc. 

Placki gryczane z miodem gryczanym, cynamonem i rodzynkami.

Owoce homeoffice. Efekt przesycenia goryczą. Z miłości do kaszy: materiału plastycznego marzeń.


Bierzemy:

60 g kaszy gryczanej palonej
cynamon
kakao/karob (jak kto woli) 
rodzynki
jajko
łyżka miodu gryczanego/syropu z agawy w wersji bardziej light
olej kokosowy/olej rzepakowy

jabłko

Co teraz?

Ugotowaną kaszę traktujemy blenderem razem z miodem/syropem,  jajkiem, kako i cynamonem. Opcjonalnie można dodać masło migdałowe. Do tak powstałej masy dodajemy rodzynki. Mogą być wcześniej namoczone (jak ktoś lubi to we wrzatku z rumem:D). 


Smażymy z obu stron na patelni z tłuszczem. 

Jako dodatek można dodać dżem. Ja dodałam rozsmażone jabłko z cynamonem, wczesniej starte na tarce o grubych oczkach.