wtorek, 5 maja 2015

Rzeczy ważne i ważniejsze. Maintain the Equilibrium.

Piszę ten tekst jako zwolenniczka relatywizmu. Podkreślam to, gdyż inaczej poniższe zestawienie może sie wydać nieco patetyczne i nie na miejscu.

Mianowicie byłam kiedyś na wykładzie byłej więźniarki obozu Auschwitz-Birkenau - pani Aliny Dąbrowskiej - organizowanym przez moją ukochaną Alma Mater UJ. Wśród wielu wątków jej opowieści szczególnie zapadł mi w pamięć jeden. Otóż pani Alina dostała kiedyś od kogoś kilka ziemniaków, których mieć nie powinna. Niosła je we worku wracając z pracy do obozu. Kiedy przechodziła przez bramę czuła ogarniający ją strach, że kiedy te kilka ziemniaków znajdzie strażnik, to będzie oznaczało definitywny koniec.

Jak to jest mieć swiadomość, że możesz w tym innym świecie, nazbyt brutalnie realistycznym, zginąć za kilka ziemniaków, które nota bene - mogą ci też uratować życie.

Niewiarygone.

Hmm. Ale czy tak całkiem dalekie poczucie?

Ile jest za tobą nieprzespanych nocy, zarwanych weekendów i zniszczonych relacji międzyludzkich z tego TYLKO * powodu, że martwi cię jakich jeden cholerny raport, jeden mail, jedno słowo. Ile razy odrzucasz połączenie przychodzące od kogoś bliskiego, bo akurat jest praca, praca, statystyki, dane, system, świat chorych, sztucznie wytworzonych wartości (bynajmniej żadną z nich nie jest humanitaryzm), który zdominował twoje życie. Jedziesz na środkach uspokajających, żeby nikogo nie zabić, nie zrobić nic głupiego. Masz czas tylko na siłownię i jakiś tam przelotny seks. Jeżeli jeszcze kurwa starałeś się poczuć w tym syfie jakąś nadrzędną misję, to ktoś skutecznie pracuje nad tym, żeby cię jednak tego poczucia mimo wszystko pozbawić, mierząc poziom twojej empatii formułą w excelu. Stajesz się robotem. Nie wiesz kiedy.

Nie wiem jak pracuje się korpo za granicą, wiem, ze w Polsce wygląda to tragicznie. Wystarczy wrzucić kapitalizm do kotła dzieci PRLu, wychowanych w duchu podpierdalania swoich, żeby dość do celu. To jest zderzenie dwóch systemów wartości. Katastrofa moralna jest gotowa. Nie czaruj się. Nikt tu nie doceni profesjonalizmu i pracowitości. A już na pewno nie wolno ci mysleć samodzielnie. Rozmiar tego zjawiska zakrawa na absurd (oczyma wyobraźni widzę Katyń, gdzie to zginęła elita intelektualna tego narodu - skutki widzimy do dzisiaj - bezmyślność, miernota i poddanstwo chyba jest przekazywana w genach).

Ja się pytam: gdzie nas ta droga prowadzi? Jaki właściwie jest cel?  Moim zdaniem to jedno wielkie gówno, z którego się nie wygrzebiemy.

A teraz ktoś mnie zapyta: jak ci tak to nie pasuje to po .uj tam siedzisz?
A ja odpowiem: bo nie jestem samowystarczalną wyspą, Nie czaruję się. Jestem zależna od systemu, w którym żyję i od ludzi, którzy ślepo w ten system wierzą.



Spokój. Kontemplacja. Wdzięczność. Autentyczność. Radość. To naturalne stany właściwie człowiekowi. Potem wkraczasz w Equilibrium, w 1984 i tyle ci zostaje z bycia wolnomyślicielem.

*relatywzim

Psy cyrkowe skaczą, gdy treser strzeli z bata, ale naprawdę dobrze wyszkolony pies wykonuje skok bez bata (…). / Folwark Zwierzecy, G. Orwell.